piątek, 27 listopada 2009

Baba na parytecie

Bardzo lubię kobiety. Od razu wyjaśniam, że to wyznanie wykracza poza sferę orientacji seksualnej. Bardzo lubię i cenię kobiety również w pracy, sporcie (nie dot. boksu i podnoszenia ciężarów), sztuce, autobusie, w parku, giełdzie papierów wartościowych i na obrazach holenderskich mistrzów. Natomiast w życiu publicznym bardzo lubię i cenię ludzi inteligentnych, uczciwych, pracowitych i utalentowanych, bez względu na to jaką reprezentują płeć. Tzw. parytet ma sprawić, że zamiast wspomnianych kryteriów o wyborze do władz będzie decydować inne — płciowe właśnie. I do tego rozwiązania wczoraj w Olsztynie przekonywały cztery bardzo znane Polki.

Nie rozumiem czym kobiety sobie zasłużyły, żeby je wykluczać z grupy ludzi zdolnych do osiągania sukcesów dzięki cechom innym niż płciowe.

W tej kwestii nie przekonałaby mnie nawet Skłodowska-Curie, ani sama Kopernik.

Parcie na szkło

Czy polityka może istnieć bez telewizji? Takie pytanie niedawno wpadło mi do głowy, kiedy jak co dzień ślepiłem na poranny program wiodącej stacji informacyjnej, popijając kawę. W wiodącej stacji prowadzący program jak zwykle wdzięczył się do publiki, udowadniając jaki jest swobodny, niekonwencjonalny, błyskotliwy i w ogóle fajniuśki taki. Czar, wdzięk i elegancja, jakich nie powstydziłby się wodzirej na balu sylwestrowym w gminnym domu kultury. Kiedy przychodzi pora na zaproszonego polityka, fajniuśki najpierw zadaje pytanie, a potem przerywa odpowiedź w najciekawszym miejscu, żeby wygłosić dowcipną dygresję. Zemdliło mnie, więc przełączyłem mizdrzącego się wodzireja na wiodący kanał sportowy, a serwisów wysłuchałem w radio po drodze do pracy.

Wracając do pytania, to można odnieść wrażenie, że polityka istnieje wyłącznie w telewizji, a ustawy, rozporządzenia, decyzje, słowem wszelkie niegdyś pozamedialne byty mogą zaistnieć w rzeczywistości tylko wtedy, gdy uprzednio zostaną pokazane w dowolnej stacji. Polityka znalazła się wśród zjawisk niezdolnych do życia poza telewizją. Normalny człowiek zastanawia się, czy taki poseł Kłopotek albo Zbigniew Wassermann istnieją w świecie realnym, naszym? Czy w ogóle na taki rodzaj bytowania mają czas, jeżeli potrafią być w kilku programach TV dziennie, a czasem nawet w kilku jednocześnie? To coś jak świat filmów animowanych, Shreck i Kaczor Donald też istnieją tylko w telewizji.

W zasadzie nie byłoby w tym nic złego, w końcu sport także jest dziedziną, która na najwyższych poziomach funkcjonuje wyłącznie w symbiozie z TV. Nie byłoby, gdyby nie istotna różnica — sport jest czystą rozrywką, bez wpływu na warunki naszego życia. Z polityką jest, niestety, zgoła inaczej — bajkowe postacie mają nad nami sporą władzę.

Czy my możemy istnieć bez polityki w telewizji? Otóż tak, bo też mamy władzę. Jej symbol nazywa się pilot.