wtorek, 22 grudnia 2009

Ile wydaliśmy na święta?

Mamy znów święta, czyli choinka, prezenty, uginające się stoły i po prostu parę dni wolnego. Oczywiście, pozostaje także i bardziej duchowy wymiar świąt, czyli telewizja. A w niej długo oczekiwane powtórki najlepszych powtórek z minionych świąt oraz specjalne wydania programów, w których tzw. celebryci tańczą i śpiewają na lodzie w parach z innymi celebrytami.

Święta mają bardzo konkretny wymiar ekonomiczny. Otóż w tym roku Polacy wydali na święta 23 miliardy złotych. Dużo? W przeliczeniu na jedną rodzinę daje nam to 1,5 tys. zł. Zdaniem specjalistów od ekonomii i finansów to tylko o 1, 6 proc. więcej niż rok temu. A powinno być więcej, bo nie po to sieci wielkopowierzchniowych marketów urządzają nam święta Bożego Narodzenia zaraz po 1 listopada, żeby im tak marnie przyrastało. Są kraje, gdzie świąteczne promocje zaczynają się we wrześniu, ale w Polsce podobno barierą jest święto zmarłych. Jednak handel nie znosi próżni, a kalendarz jest długi i ma też drugą część, dotąd uważaną za poświąteczną. Zwłaszcza że znany z zamiłowania do tradycji prezydent Łodzi, Jerzy Kropiwnicki, postuluje właśnie przywrócenie świętu Trzech Króli należnej rangi. Od 6 stycznia do walentynek nie tak daleko, a potem zanim się obejrzymy, mamy Wielkanoc. I, przy pewnej przychylności kalendarza, mamy prawie pół roku czasu świątecznego z kolorowymi lampkami, dzwoneczkami i santaklausem z flaszek coca-coli.

Ze wspomnianej wcześniej kwoty aż 700 zł przypada na prezenty. I na tym koniec dobrych wiadomości. Według badań opinii publicznej, najgorszą opinię wśród prezentów mają majtki i skarpetki. Dla odmiany najbardziej cieszymy się z elektroniki, wycieczek zagranicznych oraz pobytu w SPA. Ja wiem, że to trochę spóźnione wiadomości, ale może dobrze wiedzieć, dlaczego ktoś bliski ma taką minę po otwarciu paczki majtek z promocji. Wszystkim, sobie też, życzę, by te święta były radosne z powodów, których nie kupimy w żadnym markecie, ani nie zobaczymy w telewizji.

piątek, 18 grudnia 2009

Kraina szczęśliwości

Czy gdzieś na świecie istnieje kraina szczęśliwości, gdzie nie ma kłótni w parlamencie, nie ma podziału na biednych i bogatych, bo wszyscy mają po równo? Jest. Nazywa się Korea Północna. Z bliższych przykładów mamy Białoruś, ale ona nie spełnia wszystkich wymogów, bo tam niektórzy mogą czasem wyjechać za granicę, a poza tym są prywatne samochody. Dwadzieścia lat temu w Polsce było podobnie jak dziś na Białorusi.

A potem przyszedł Leszek Balcerowicz, biedni pozostali biednymi, a ci, którzy umieli się wzbogacić, zostali bogaci. No i jeszcze politycy się ciągle o coś kłócą, chociaż podobno niezgoda rujnuje. Mnie się taki świat podoba, może dlatego nie do końca rozumiem związkowców. Palą opony, rzucają petardy i chcą żeby wszyscy mieli po równo. Kiedyś był Pewex i specjalne sklepy dla górników. Może teraz warto zrobić specjalne sklepy dla związkowców, takie z samym octem i musztardą na półkach? Żeby mieli po równo, na złość Balcerowiczowi.

sobota, 12 grudnia 2009

Idea pana Alfreda

„Ja niżej podpisany, Alfred Nobel, oświadczam niniejszym, po długiej rozwadze, iż moja ostatnia wola odnośnie majątku, jest następująca. Wszystkie pozostałe po mnie, możliwe do zrealizowania aktywa, mają być rozdysponowane w sposób następujący: kapitał zostanie przez egzekutorów ulokowany bezpiecznie w papierach, tworzących fundusz, którego procenty każdego roku mają być rozdzielone w formie nagród tym, którzy w roku poprzedzającym przynieśli ludzkości największe korzyści.[...]”

Proste? I pomyśleć, że dzięki tym kilku linijkom od ponad stu lat świat co roku wstrzymuje oddech w oczekiwaniu na wiadomość, kto dołączy do listy noblistów. W tym roku świat się trochę wkurzył na deputowanych z parlamentu norweskiego, którzy — mimo łopatologicznej instrukcji — chyba nie końca załapali, o co chodziło Alfredowi Noblowi, gdy ustanawiał nagrodę w dziedzinie pokoju.

Nobel za młodu zapowiadał się na zdolnego poetę. Uratowała go czujność ojca, który wysłał go na studia inżynierskie za granicę. Następstwem było wynalezienie dynamitu, ale nie od razu. Pan Alfred z dużą pasją eksperymentował nad uruchomieniem produkcji nitrogliceryny, wskutek czego nastąpiły drobne, choć gwałtowne zmiany w architekturze Sztokholmu oraz równie gwałtowne zejście kilku współpracowników, w tym brata wynalazcy.

Nobel miał nie tylko otwarty umysł, ale i wielkie serce, przeznaczając majątek na nagrody. W czwartek w Oslo skorzystał z tego Barrack Obama i odebrał nagrodę pokojową, a na świecie odżyły emocje i dyskusje nad tym, dość oryginalnym, werdyktem. Jakież to korzyści przyniósł ludzkości „w roku poprzedzającym” ten uroczy dżentelmen, skoro został prezydentem USA na dwa tygodnie przed terminem zgłaszania kandydatur? Nie wiem. Wiem natomiast, że warto trzymać się prostych i szlachetnych idei. Gdy ktoś próbuje na siłę dokładać do nich własną kreatywność — z idei często powstaje karykatura.

piątek, 11 grudnia 2009

Światełko nad Norwegią

W środową noc nad Norwegią ukazało się niezwykłe zjawisko — spiralne światło, które wirowało na rozgwieżdżonym niebie, a następnie eksplodowało i znikło. Zjawisko wprawiło w esktazę norweskich ufologów, a zwykłych Norwegów w osłupienie. Ekstaza szybko minęła, bo okazało się, że tajemniczy obiekt to nie pojazd delegacji sąsiedniej galaktyki, tylko rosyjska rakieta typu Buława. W rakiety takie Rosjanie zamierzają wyposażyć swoje atomowe okręty podwodne. Zamierzają, ale z 11 prób aż sześć zakończyło się klapą, bo po wystrzeleniu rakiety żyją własnym życiem, tj. spadają albo udają UFO. Za to z kolei ze stołka spadł już dowódca strategicznych sił nuklearnych rosyjskiej armii. Tak myślę, że nie ma co z tego robić międzynarodowego problemu, bo wirujące światełka to nie jest najgorsza rzecz, jaka Rosja mogłaby wysłać nad ościenne kraje, gdyby jej na tym nagle zaczęło zależeć.

środa, 9 grudnia 2009

Świąteczna dezynfekcja

Główny inspektor sanitarny apeluje, żeby podczas rodzinnej wigilii unikać ściskania się i całowania, czyli składania sobie życzeń w tradycyjny, polski sposób. Ponadto osoby dotknięte katarem mają używać chusteczek higienicznych, a pomieszczenie, w którym odbywa się wieczerza, powinno być dokładnie wietrzone, i to przynajmniej przez 10 minut. I trzeba jeszcze pamiętać o dezynfekowaniu pilota do telewizora i klawiatury komputera.

Wyobraźnia podpowiada „Wśród nocnej ciszy” odśpiewane na głosy w maseczkach na twarzach, ale tego w katalogu zaleceń na razie nie ma. Wskutek epidemii grypy na naszych oczach rodzi się nowa tradycja, a oklepane „zdrowych i wesołych świąt” zyskuje szczególną wymowę. I pomyśleć, że kiedyś wystarczyło uważać, żeby nie zadławić się ością przy jedzeniu karpia...

wtorek, 1 grudnia 2009

Niemy teatr

Wczoraj Patomima Olsztyńska dała ostatni spektakl. Formalnie rzecz biorąc teatr zawiesza działalność na czas bliżej nieokreślony, ale znając życie to tylko łagodniejsza forma nazwania jego końca. Jak wielu olsztynian pamiętam czas, gdy ten teatr gestu i ruchu święcił wielkie triumfy i był prawdziwą wizytówką kultury naszego miasta. Naturalnie największa w tym zasługa Bohdana Głuszczaka.

Dlaczego Pantomima zamyka drzwi? Pewnie chodzi o pieniądze. A może taki rodzaj przekazu, wymagający skupienia i odwołania do głębszych pokładów wrażliwości, nie jest w stanie wytrzymać konkurencji z krzykliwą głupotą, kretyńską pseudorozrywką, która atakuje z ekranów i głośników. Podobno byt, który nie jest w stanie sam się utrzymać, nie ma racji bytu. Niedawno jednak spod praw ekonomicznej logiki wyłączano banki, faszerując je pieniędzmi podatników w imię obrony przed kryzysem. Takie widać czasy, że prawa popytu i podaży bardziej dotyczą teatrów niż banków.

piątek, 27 listopada 2009

Baba na parytecie

Bardzo lubię kobiety. Od razu wyjaśniam, że to wyznanie wykracza poza sferę orientacji seksualnej. Bardzo lubię i cenię kobiety również w pracy, sporcie (nie dot. boksu i podnoszenia ciężarów), sztuce, autobusie, w parku, giełdzie papierów wartościowych i na obrazach holenderskich mistrzów. Natomiast w życiu publicznym bardzo lubię i cenię ludzi inteligentnych, uczciwych, pracowitych i utalentowanych, bez względu na to jaką reprezentują płeć. Tzw. parytet ma sprawić, że zamiast wspomnianych kryteriów o wyborze do władz będzie decydować inne — płciowe właśnie. I do tego rozwiązania wczoraj w Olsztynie przekonywały cztery bardzo znane Polki.

Nie rozumiem czym kobiety sobie zasłużyły, żeby je wykluczać z grupy ludzi zdolnych do osiągania sukcesów dzięki cechom innym niż płciowe.

W tej kwestii nie przekonałaby mnie nawet Skłodowska-Curie, ani sama Kopernik.

Parcie na szkło

Czy polityka może istnieć bez telewizji? Takie pytanie niedawno wpadło mi do głowy, kiedy jak co dzień ślepiłem na poranny program wiodącej stacji informacyjnej, popijając kawę. W wiodącej stacji prowadzący program jak zwykle wdzięczył się do publiki, udowadniając jaki jest swobodny, niekonwencjonalny, błyskotliwy i w ogóle fajniuśki taki. Czar, wdzięk i elegancja, jakich nie powstydziłby się wodzirej na balu sylwestrowym w gminnym domu kultury. Kiedy przychodzi pora na zaproszonego polityka, fajniuśki najpierw zadaje pytanie, a potem przerywa odpowiedź w najciekawszym miejscu, żeby wygłosić dowcipną dygresję. Zemdliło mnie, więc przełączyłem mizdrzącego się wodzireja na wiodący kanał sportowy, a serwisów wysłuchałem w radio po drodze do pracy.

Wracając do pytania, to można odnieść wrażenie, że polityka istnieje wyłącznie w telewizji, a ustawy, rozporządzenia, decyzje, słowem wszelkie niegdyś pozamedialne byty mogą zaistnieć w rzeczywistości tylko wtedy, gdy uprzednio zostaną pokazane w dowolnej stacji. Polityka znalazła się wśród zjawisk niezdolnych do życia poza telewizją. Normalny człowiek zastanawia się, czy taki poseł Kłopotek albo Zbigniew Wassermann istnieją w świecie realnym, naszym? Czy w ogóle na taki rodzaj bytowania mają czas, jeżeli potrafią być w kilku programach TV dziennie, a czasem nawet w kilku jednocześnie? To coś jak świat filmów animowanych, Shreck i Kaczor Donald też istnieją tylko w telewizji.

W zasadzie nie byłoby w tym nic złego, w końcu sport także jest dziedziną, która na najwyższych poziomach funkcjonuje wyłącznie w symbiozie z TV. Nie byłoby, gdyby nie istotna różnica — sport jest czystą rozrywką, bez wpływu na warunki naszego życia. Z polityką jest, niestety, zgoła inaczej — bajkowe postacie mają nad nami sporą władzę.

Czy my możemy istnieć bez polityki w telewizji? Otóż tak, bo też mamy władzę. Jej symbol nazywa się pilot.